Niech żyje Rojava!

Tekst przemówienia działacza FA Wrocław podczas demonstracji solidarnościowej z Syrią.

Co anarchiści mogą powiedzieć o wojnie? Przecież jesteśmy zwolennikami chaosu, dezorganizacji, bóg wie czego jeszcze. Nie jest to prawda, jesteśmy zwolennikami prawdziwej demokracji, demokracji bezpośredniej na wszystkich płaszczyznach życia społecznego. Na osiedlu, ulicy, w szkole, pracy, regionie. Na tym może zakończę przedstawianie się […] Dodam jeszcze tylko, że jeśli tak myśleliście, to w jednej kwestii macie zapewne rację, nie jesteśmy pacyfistami i nie przyszliśmy tu mówić rzeczy, które spotęgują Wasz smutek czy współczucie, bo one same nic nie zmienią – a my uważamy, że trzeba działać a nie się dołować.

Przypadki konfliktów zbrojnych na bliskim wschodzie są z naszej perspektywy doskonałym przykładem tego, w jak bardzo chorym systemie żyjemy. Setki tysięcy ofiar wojny w Iraku, setki tysięcy ofiar wojny w Syrii, radykalizacja tamtejszego społeczeństwa, cały region ogarnięty chaosem. Wojenny horror to cena, jaką płacą ludy bliskiego wschodu za ambicję, zyski i wpływy lobby zbrojeniowego, koncernów naftowych, NATO, firm związanych z amerykańskim rządem czy, w przypadku Afganistanu, międzynarodowych karteli narkotykowych. Wszystko to w ramach misji pokojowych, rękami ogłupiałych fanatyków religijnych czy rządnych władzy dyktatorów…

Nie będę się rozwodził się nad tym, kto kiedy kogo finansował, dozbrajał i szkolił na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. To oczywiście ma znaczenie ale nie mamy tyle czasu […]. Kto aranżuje pewne sytuacje na arenie międzynarodowej można się przekonać po tym, kto finalnie na nich zyskuje. I tak na wojnach, o których wspomniałem zarobiły ponadnarodowe korporacje, mające swoich przedstawicieli przy rządach bogatych państw. Losy tych wojen nie przesądzają się w jaskiniach, w gronie islamskich bojowników, planujących jakąś ideową w swej genezie wojnę z cywilizacją zachodu. Losy bliskiego wschodu są ustalane w Waszyngtonie, Moskwie, Ankarze, Paryżu, Londynie… i nie stoją za tym żadne idee oprócz zysku. Dlatego nie przyszedłem tu wołać do nich o pokój, o łaskę dla tych ludzi. Gdyby mieli ją okazać wystarczyła by sama wiedza na temat tego, jak wygląda życie w rejonach, w których postanowili realizować swoje interesy. Nic nie wskazuje na to, żeby mieli jakiekolwiek skrupuły i sumienie, oni mają liczby i wykresy, które określają kondycję ich biznesów. Nie zadowala nas opuszczenie flag w pół masztu, nic z tego nie wynika. Dla nikogo. Samo współczucie niewiele znaczy, zobaczcie ile jest współczujących i walczących o pokój na fejsbuku. To co my możemy zrobić dla ludów bliskiego wschodu tu i w tym momencie, to siać wiedzę, demaskować prawdziwe motywy wybuchów tych konfliktów. Tylko obnażenie prawdziwej natury tych układów może wpłynąć jakkolwiek na decyzje rządów państw ale też na wybory i opinie zwykłych ludzi, naszą świadomość zbiorową.

W wojennym chaosie i dosłownie morzu krwi pojawiła się w pewnym momencie szansa na normalne życie. Mówię tu o Kobane, mieście w północnej Syrii, które w 2014 w heroicznej walce odbiło natarcie Państwa Islamskiego. Anarchizujący ruch kurdyjski dał nadzieję na pokojowe współistnienie ludzi różnych kultur i wyznań. Kurdowie, Syriacy, Turkmeni, Jazydzi i inne narody czy grupy wyznaniowe pod wspólnym sztandarem demokratycznej autonomii rozpoczęli kontrę przeciwko ISIS aż finalnie w zeszłym roku zdobyli nieformalną stolicę Państwa Islamskiego, Rakkę. W skład autonomii wchodzi kilka regionów północnej Syrii – Afrin, Kobane i Jazira, zbiorczo nazywanych Rojavą, co znaczy po kurdyjsku „zachód”, jako zachodnia część rejonów zamieszkanych przez Kurdów. Była to dotąd biała plama na mapie, strefa bez wojny w ogarniętej walkami Syrii. Otwierano szkoły, szpitale, zakłady pracy. Schronienie w Rojavie znalazły setki tysięcy uchodźców wewnętrznych, odnotowano niemałą ilość przypadków powrotu do Rojavy uchodźców, którzy trafili do Europy. W samym Afrin schronienie znalazło ćwierć miliona uciekinierów.

Rojava, to projekt społeczny obejmujący demokrację bezpośrednią, spółdzielczość, równouprawnienie kobiet, swobodę wyznania (lub jego braku) i poszanowanie odrębności mniejszości etnicznych. Demokracja bezpośrednia np. w stylu szwajcarskim przy tym, co stworzył ruch kurdyjski […] to wręcz idea konserwatywna. Nigdzie na świecie nie funkcjonował w ostatnim czasie tak postępowy system, w którym każdy ma równy głos w dosłownie każdej sprawie społecznej. Tym bardziej w tym regionie, rozszarpywanym przez fundamentalistów jest to coś, co daje szansę na normalne życie milionów ludzi.

Początkowo SDF, Syryjskie Siły Demokratyczne, czyli zbrojne ramię autonomii Rojavy było wspierane przez USA, pewnie ze względu na wrogi stosunek do Assada. Zostali jednak przez nich pozostawieni sami sobie w obliczu natarcia ze strony Turcji i wspierających ją dżihadystów, obcinaczy głów z tak zwanej Wolnej Armii Syryjskiej. Przed atakiem Turcji swoje wojska z regionu wycofała też Rosja. Właśnie w momencie kiedy to mówię w Afrin, nieopodal Aleppo trwa czystka etniczna, wypędzanie mieszkańców, osiedlanie ludności tureckiej. To ten wolnościowy model społeczeństwa, stanowiący novum na Bliskim Wschodzie jest powodem ataku Turcji. Religijni ekstremiści z otoczenia obecnego tureckiego rządu doskonale wiedzą, że Rojava nie zagraża im militarnie. Turcja to jedna z największych armii NATO. Rojava zagraża Turcji i krajom ościennym poprzez oferowanie alternatywnej wizji tego, jak mogłoby wyglądać życie w regionie.

Nazywanie Turcji państwem faszystowskim nie jest przesadą. Dzisiejsza Turcja to skrajny nacjonalizm i islamizacja w połączeniu z retoryką odbudowy Imperium Osmańskiego i permanentnie utrzymywanym stanem wyjątkowym. Legalne są tortury. Prawo gwarantuje bezkarnośc stosującym przemoc funkcjonariuszom. Prezydent pozdrawia słuchaczy na wiecach znakiem „wilczego łba”, tureckim odpowiednikiem salutu rzymskiego, „sieg heil”. Poczynając od 2015 roku w kurdyjskich miastach na południowym-wschodzie kraju przeprowadzono regularne ludobójstwo, same zaś miasta armia turecka zamieniła w morza ruin. Od lipca 2015 do grudnia 2016 mówi się o 1200 zabitych, oraz od 355 tysięcy do pół miliona wygnanych z miejsca zamieszkania. Pod koniec 2017 roku uwięzionych było około 13 500 prokurdyjskich działaczy, zawieszone były władze samorządowe. W tej chwili trwa niszczenie kurdyjskich dzielnic w miastach i przesiedlenia ludności. Wszelkie antywojenne protesty są w Turcji tłumione, a ich uczestnicy represjonowani. Włączając autorów wpisów w mediach społecznościowych. Do 6 lutego aresztowano prawie 600 osób. 19 lutego było już 786 aresztowanych.

Członek NATO wypędza setki tysięcy ludzi i dokonuje czystki etnicznej, współpracuje z dżihadystami, atakuje system posiadający niespotykaną nigdzie legitymację społeczną, system postępowy i wolnościowy bardziej niż najlepsze elementy wszystkich systemów europejskich razem wzięte – gdzie są „misje pokojowe”, dyplomacja, embarga? Co robi społeczność międzynarodowa? USA czy Niemcy sprzedają Turcji nawet w tej chwili czołgi i rakiety. Rojava i jej wizja wolnego społeczeństwa zagraża nie tylko regionalnym watażkom i Turcji, zagraża również statusowi „krajów cywilizowanych”, jakimi nazywają się państwa zachodu. Przy tym bliskowschodnie dyktatury i islamistyczni ekstremiści są bardzo, ale to bardzo potrzebni zachodowi do siania swojej propagandy, która usprawiedliwia grabieże na tych terenach. O wiele łatwiej zdehumanizować, zobojętnić odbiorcę przekazu na los jakiegoś zacofanego fanatyka, niż normalnego, świadomego człowieka uczestniczącego w pełni w życiu społecznym i politycznym. O wiele łatwiej jest pozwolić się topić na morzu śródziemnym ludziom, których wskaże się palcem jako ekstremistów. O wiele tańsza jest ropa, kiedy w rejonie wydobycia trwa wojna. Zachód nie chce pokoju. Pokój się nie opłaca.

Polski rząd w ogóle się na tym tle nie wyróżnia. Dla Kaczyńskiego w 2015 Turcja była, jak mówił, wzorem do naśladowania. Prorządowe media rozpowszechniają informacje o tym, że uchodźcy to terroryści i dżihadyści podczas gdy rząd gości honorowo dyktatora współpracującego z islamskimi ekstremistami. Uściski dłoni, wspólne zdjęcia, zacieśnianie stosunków z ludobójcami.

Nie mamy nadziei, że elity coś z tym zrobią, że nas, czy kogokolwiek wysłuchają. Możemy tam jechać i pomagać budować szkoły i szpitale, możemy jechać i walczyć u boku uciskanych mniejszości, ale jedyne co możemy zrobić tu to nazywać rzeczy po imieniu i zwracać uwagę na fakty, które są z oczywistych względów pomijane w doniesieniach medialnych na temat sytuacji w Syrii. To też staramy się robić.

Biji Efrin, Biji Jazira, Biji Kobani, Biji Rojava! Niech żyje wolność, wojna wojnie!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*